Zanzibar – najciekawsza wycieczka

Wycieczka nr 1: szkoła, Farma przypraw, Stone Town, Prison Island i zachód słońca w Stone Town

Jeszcze zanim przylecieliśmy na Zanzibar, szukałam na grupach osoby godnej polecenia, która pokazałaby nam wyspę. Znalazłam Papino i napisałam do niego, uzgodniliśmy szczegóły, cenę, co chcemy zobaczyć, w jakiej kolejności i na miejscu uzgodniliśmy dokładny dzień wycieczki.

Wycieczkę rozpoczynaliśmy wcześnie rano. O godz. 9 przyjechał po nas do hotelu  Papino . Szczerze mówiąc, na początku trochę się obawialiśmy czy po nas przyjedzie i czym 🙂  ale nasze obawy szybko się rozwiały 🙂 Papino- młody, uśmiechnięty chłopak czekał na nas ze swoim kierowcą w dużym, nowym, wygodnym samochodzie Toyota Van. Ku naszemu zdziwieniu Papino nie tylko mówił dobrze po Polsku, ale też praktycznie wszystko rozumiał.

Zanzibarska szkoła w Kijichi i wioska w Kinyasini

Na początku pojechaliśmy do Zanzibarskiej szkoły, w małej wiosce, do której uczęszczał sam Papino.
Z naszego hotelu, co tydzień były organizowane wyjścia do pobliskiej szkoły, ale ze względu na to, że jest to typowa hotelowa baza, to co tydzień albo i codziennie chodzą tam turyści, zanosząc dzieciom różne podarki. Myślę, że mają ich już sporo. Ta lokalna szkoła, w małej wiosce Kijiczi w środku wyspy, na pewno bardziej potrzebowała takich podarków. Papino zapytał nas wcześniej, czy mamy coś dla dzieci i mimo, że mieliśmy, to zatrzymaliśmy się w małym miasteczku i dokupiliśmy długopisy i ołówki, bo Papino nam doradził, że to się bardzo przydaje dzieciom. 

Wiem, że temat obdarowywania jest kontrowersyjny, ale chcąc zobaczyć lokalną szkołę, a dzieci bardzo chciały taką zobaczyć, nie wyobrażam sobie przyjścia tam z pustą ręką. Nawet w Polsce, jak ktoś nas odwiedza, czy to współpracownicy czy znajomi, to często przywożą nam jakieś drobne upominki. My też tak zrobiliśmy. Wiedząc, że na wyspie trudno jest o dentystę, nie przywoziliśmy żadnych słodyczy. Mieliśmy raczej właśnie przybory do pisania, małe laleczki, figurki, gumki do włosów, piłeczki itp.

Dzieci pięknie nam podziękowały śpiewając nam lokalna piosenkę : Hakuna Matata 😊

Farma Przypraw : To the Hill Kidichi Spice Farm

Po szkole pojechaliśmy na Farmę przypraw. Mimo, że różne opinie słyszeliśmy na temat tej wycieczki, nam się ona bardzo podobała. Może dlatego, że byliśmy na niej sami.. Mogliśmy spróbować każdego owocu prosto z drzewa, najwięcej najedliśmy się chyba liczi – było przepyszne 😊

Piliśmy sok prosto z kokosa

Papino organizował konkurs na zgadywanie po zapachu co to za roślina 🙂 Mogliśmy dotknąć, poczuć, pooglądać, doświadczyć. Szczególnie dla dzieci było to bardzo interesujące, gdyż mogli zobaczyć jak wyglądają rosnące goździki czy ananasy.

Od lewej m.in : goździki, szminkowiec, ozdoby z liści palmowych, wanilia, ananas, gałka muszkatałowa,

Córka dostała piękna torebkę zrobiona z liści palmy, do której mogliśmy zabrać sobie liczi, wanilie i inne owoce. Do tego zostaliśmy pięknie wystrojeni w opaski i  kwiaty 

Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tej wycieczki przy 20 osobach…My nie byliśmy w ogóle zmęczeni. Myślę, że to wszystko przy większej ilości osób by dużo dłużej trwało, dzieci byłyby znudzone, zmęczone, a przecież dopiero zaczynaliśmy nasz dzień 🙂

Stone Town- wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO

Kolejny punkt wycieczki to Stown Town. To tutaj możemy zgubić się w wąskich, krętych uliczkach, gdzie pomiędzy starymi, zbudowanymi z koralowca domami,  niewielkimi sklepikami, w których możemy kupić liczne pamiątki ukryte są zabytki Starego miasta. 

Stown Town to miasto mieszanki kultur afrykańskiej, europejskiej, arabskiej i hinduskiej . Początkowo rządzili tu Portugalczycy, później Arabowie, a jeszcze później Brytyjczycy. Położenie wyspy przy morskich szlakach handlowych było zachęta do poszukiwaniu tu bogactw naturalnych i szansą na szybkie wzbogacenie się. 

Historia miasta sięga czasów dominacji Portugalczyków na Zanzibarze, którzy pod koniec swego panowania rozpoczęli budowę kamiennego fortu , którą następnie ukończyli Arabowie z Omanu, po przejęciu władzy pod koniec XVII wieku. Obecnie mieści się tu  starówka. Więcej o Stone Town i historii przeczytasz w moim osobnym wpisie : Co warto zobaczyć w Stone Town?

My zaczęliśmy zwiedzanie Stown Town od lokalnego bazaru, na którym można kupi dosłownie wszystko: od pamiątek, poprzez przyprawy, mięso, ryby, tkaniny, buty,  torebki, drewniane i gliniane naczynia. Miejscem bardzo ciekawym jest targ rybny, na którym poczujemy specyficzny zapach mięsa, ryb, które wiszą na długich sznurach w upale przez cały dzień  a na ogromnych ladach siedzą ich sprzedawcy

Następnie udaliśmy się wąskimi uliczkami na eksplorację miasta  Papino zaprowadził nas do pięknych, ciężkich, zdobionych, drewnianych  drzwi zanzibarskich, które były niegdyś wizytówka domów. Im większe, bardziej ozdobione tym bardziej bogata rodzina tam mieszkała. Drzwi mają albo prostokątna framugę- są to drzwi typu arabskiego, albo z półkolistym zakończeniem-  typu indyjskiego. Często też skrzydła drzwi są zakończone metalowymi kolcami, co wywodzi się z indyjskiej tradycji, gdzie kolce miały chronić domy przed atakami słoni. Na Zanzibarze słoni nie ma, ale ozdoba została 🙂

Kolejnym miejscem, do którego się udaliśmy był dom Freddiego Mercurego, w którym obecnie znajduje się hotel, muzeum artysty i  i sklepik z pamiątkami.
Turystów przyciąga hasło : dom Freddiego Mercurego i to jedna z głównych atrakcji wycieczki do Stown Town, z Freddim od  razu wycieczka staje się dużo ciekawsza:) Co więcej, niektóre agencje turystyczne oferują wycieczki śladami Freddiego, co niczym się nie różni od zwykłego zwiedzania Stone Town tyle, że dodatkowo oferowany jest posiłek w barze Mercury’s Bar – który poza wystrojem, zdjęciami i muzyka Freddiego z muzykiem nie ma nic wspólnego. Wiemy, że kupując wycieczkę z biura podróży, z którym przylecieliśmy, również obiad w tym barze  jest częścią wycieczki- za który trzeba sobie samemu zapłacić. Osoby, które nie chcą skorzystać z tej atrakcji, sami muszą sobie czas zorganizować, co jak słyszałam nie jest najlepsza opcja, bo ile można spacerować między wąskimi uliczkami.. 

Po więcej informacji na temat Frediego i jego związku z Zanzibarem odsyłam do osobnego wpisu : Co warto zobaczyć w Stone Town.

Stary Fort

Kolejnym punktem naszej wycieczki był Stary Fort zwany też Arabskim fortem, do którego prowadzą dwa wejścia: główne od strony nadbrzeża i drugie od strony kortów tenisowych. My wchodziliśmy od strony kortów, czyli od strony miasta. Fort został wybudowany w 1700 roku przez arabską dynastie z Omanu, w miejscu, w którym Portugalczycy rozpoczęli budowę umocnień. Celem budowy była obrona przed Portugalczykami właśnie oraz innymi arabskimi dynastiami. Na początku mieścił się tutaj arabski garnizon, a od XIX więzienie, w którym dokonywano egzekucji. Później po 1905 r znajdowała się tu stacja kolejowa. Na początku XX wieku fort przebudowano i otwarto tu kort tenisowy dla kobiet, który po zniesieniu brytyjskiego protektoratu przestał działać.

W 1990 r na drugim dziedzińcu powstał amfiteatr, który po dzień dzisiejszy jest sercem zanzibarskiego festiwalu filmowego, odbywają się tu też koncerty. W miejscu, gdzie kiedyś znajdowały się korty tenisowe, znajdują się sklepiki z pamiątkami.

Pomiędzy Starym Fortem a nabrzeżem znajdują się ogrody zwane Forodhani, do których my udaliśmy się wieczorem.

Prison Island czyli wyspa żółwi lądowych

Ze Starego Fortu kierowaliśmy się  prosto do wybrzeża, gdzie czekała na nas łódź, którą w ciągu 25 minut dopłynęliśmy do Prison Island czyli wyspy żółwi.

Do 1860 r wyspa była niezamieszkana, a później sułtan oddal wyspę w prezencie dwóm zamożnym Arabom, którzy zbudowali tutaj więzienie dla nieposłusznych niewolników . W 1893 r wyspę wykupił od arabów brytyjski generał, który zamierzał zbudować tu więzienie dla recydywistów, ale mimo ukończenia budynku z celami, żaden więzień nigdy tu nie trafił. Później wyspę przekształcono na ośrodek kwarantanny dla podróżnych przybywających do Afryki Wschodniej, którzy mieli objawy jakiejkolwiek choroby, a w szczególności żółtej gorączki, a w budynku z celami  zorganizowano szpital.

Większość statków przybywa na Zanzibar w okresie od grudnia do marca, budynki w pozostałe miesiące stały więc puste. Z czasem na wyspę przybywali miejscowi poszukujący relaksu. W 1919 r Zanzibar otrzymał w prezencie od gubernatora Seszeli 4 żółwie olbrzymie z gatunku największych żółwi na świecie, które przewieziono na wyspę, gdzie szybko zaczęły się rozmnażać i w 1955 r było ich ponad 200. Po rewolucji ich liczba zaczęła gwałtownie spadać, ponieważ ludzie zaczęli je sprzedawać za granicę. Dzięki wysiłkom rządu oraz organizacji pozarządowych udało się odbudować ich populacje, a obecnie możemy podziwiać te piękne zwierzęta w specjalnym miejscu na wyspie zwanym  sanktuarium, gdzie możemy je karmić, głaskać i fotografować:)

Super atrakcja zarówno dla małych jak i dużych :)Papino przynosił nam co chwile zielone gałązki, którymi mogliśmy karmić żółwie jak i pokazywał jak żółwie lubią być masowane 🙂

Najstarszy żółw ma ponad 193 lata i można go rozpoznać po pękniętej skorupie. Wiek żółwi wypisany jest na ich skorupach.  Na wyspie można też zobaczyć piękne, kolorowe  pawie i płochliwe antylopy dik-dik.

Wstęp na wyspę jest płatny, ale my mieliśmy już wszystko wliczone w cenę wycieczki.

Po wyjściu z rezerwatu, można było chwile popływać , ale my chcieliśmy zobaczyć jeszcze Stown Town o zachodzie słońca, a wcześniej Dom cudów i Targ niewolników, dlatego zdecydowaliśmy się wracać od razu do miasta. 

Dom cudów

Niestety Dom Cudów – najsłynniejszy zabytek Stown Town jest w bardzo złym stanie technicznym, w 2016 r zawaliła się część sklepienia , a w czasie kiedy tam byliśmy był nadal w całkowitym remoncie. 

Budynek został wybudowany w 1883 r na zlecenie sułtana i miał służyć mu jako pałac ceremonialny. Dom Cudów wyróżniał się na tle innych budynków swoja okazałością, stalowymi kolumnadami, balustradami, otwartymi, bogato zdobionymi werandami, a jego popularność zyskał, dzięki faktowi, że pałac był pierwszym budynkiem w Afryce Wschodniej , w którym zainstalowano elektryczność i bieżąca wodę. Obecnie znajduje się w nim muzeum Historii i Kultury, ale po zawaleniu się sklepienia zostało ono trwale zamknięte. Mieliśmy nadzieję, że chociaż z zewnątrz będziemy mogli go zobaczyć, ale cały był pokryty wielkimi, białymi płachtami.

Następny punkt wycieczki to Targ niewolników i katedra anglikańska

Warto pamiętać, że Zanzibar to nie tylko rajskie plaże z turkusową wodą, ale również kraj, który w XVIII i XIX wieku stanowił centrum handlu niewolnikami.

Kupcy specjalizujący się w handlu  żywym towarem organizowali regularne wyprawy w głąb Afryki i wracali na Zanzibar z setkami mężczyzn w sile wieku, choć wielu nie udało się przetrwać dalekiej, upalnej wędrówki przez kontynent i umierało po drodze, a inni nie wytrzymywali warunków, w których ich przetrzymywano i umierali w ciasnych, ciemnych pomieszczeniach wypchanych ludźmi. Była to niejako selekcja naturalna, by przetrwali tylko ci najsilniejszy,  siły ich organizmu.. Ci, którzy przetrwali zostali sprzedani i udawali się w długą podróż do nowych właścicieli na Bliski Wschód, do Europy, a nawet Ameryki. 

Do dziś można oglądać mury tego strasznego budynku. Według miejskich legend, podczas budowy murów zamurowywano niewolników żywcem, aby wzmocnić konstrukcję, a ich jęki było słychać jeszcze długo po zakończeniu budowy, a niektórzy twierdzą, że zawisły one w powietrzu po dzień dzisiejszy.

Ślady niewolnictwa możemy zobaczyć obok anglikańskiej katedry, która została wybudowana w miejscu największego targu niewolnikami.

Katedrę można zwiedzać za opłatą z przewodnikiem. My płaciliśmy dodatkowo za to wejście ( nie było ono wliczone w cenę wycieczki) Zapłaciliśmy za bilet wstępu, a przewodnik został nam przydzielony na początku zwiedzania. Na końcu dobrze jest zostawić napiwek, gdyż podobno nie dostaje on pensji za przewodnictwo i zarabia tylko na tym, co dostanie od ludzi w ramach podziękowania.  Nasz przewodnik bardzo się starał i naprawdę dużo ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy, dlatego nie moglibyśmy go nie wynagrodzić za jego pracę.

Katedrę wybudował brytyjski  biskup Edwarda Steere, który zawzięcie walczył o zniesienie handlu niewolnikami. Przy budowie katedry pracowali uwolnieni niewolnicy, a w marmurowej posadzce znajduje się kamienne koło, które upamiętnia miejsce, w którym stał kiedyś wysoki, drewniany pręgierz, do którego przywiązywano niewolników. Po śmieci biskup został pochowany w swojej katedrze za ołtarzem.

W nawie Katedry znajdują się wąskie schody prowadzące do dwóch wąskich i bardzo niskich sal, w których przetrzymywano niewolników przez kilka dni. W nieludzkich warunkach na gołych posadzkach, w ciemności, przykuci łańcuchami do ścian, na kucąco,  gnieździli się niewolnicy. Bez wody, jedzenia i toalety w odorze gnijących ciał. W poniższej salce mieściło się około 75 kobiet i dzieci , a w mniejszej po 50 mężczyzn. Nie mieści mi się w głowie, że można było kogokolwiek tak traktować, a najbardziej przerażające jest to, że nie oszczędzano nawet dzieci. 

Tuż obok katedry znajduje się Pomnik Niewolnictwa autorstwa Clarli Sörnäs – przedstawiający czterech niewolników i nadzorcę .Łańcuchy, które się tu znajdują są oryginalne.

Na samym koniec zostawiliśmy ogrody i zachód słońca.

To punkt programu, którgo nie zapewnia żadne biuro podróży, gdyż zwykle wycieczki się kończą po godzinie 16 ej. My poprosiliśmy Papino, że chcemy zostać na zachód słońca i nie było z tym żadnego problemu. Pospacerowaliśmy wzdłuż nadbrzeża promenadą, podziwiając pięknie zachodzące słońce na tle zacumowanych łódek w porcie. Wczuliśmy się w tamtejsza atmosferę,  gdzie w ogrodach zaczęli gromadzić się lokalni mieszkańcy, przychodząc na wieczorny relaks i spotkanie ze znajomymi.

Tamtejsze zapachy, muzyka, ich lokalne rozrywki takie jak np. skoki w przeróżnych przebraniach do wody, pomogły nam wczuć się w klimat zanzibarskiego miasteczka. Jeśli ktoś jest odważny i ma ochotę, to można zjeść za niewielkie pieniądze tamtejsze pyszności prosto z ulicznego grilla. My jednak nie podejmowaliśmy takiego ryzyka  🙂 choć wiem, jest mnóstwo osób, które w ten sposób je i nic im nie jest. Mimo, że zapachy pogłębiały nasz głód, nie skusiliśmy się 🙂 i wyczekaliśmy do naszej kolacji w hotelu. 

Mimo ogromnego zmęczenia, bo wróciliśmy do hotelu bardzo późno, byliśmy bardzo zadowoleni i bardzo nam się ta wycieczka podobałą. Dzieiom pomijając Safari, najbardziej ze wszystkich wycieczek.

Jeśli podobał Ci się wpis, zostaw komentarz i zapraszam też do innych moich wpisó,w,oraz do oglądania relacji na moim kanale you tube oraz instagramie

Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

O blogu

Tutaj wkraczamy na szlaki świata, z plecakiem pełnym pasji do odkrywania oraz apetytem na samorozwój. Mój blog to przewodnik po różnych zakątkach globu, ale także podróż w głąb siebie. Razem eksplorujemy nie tylko odległe lądy, ale również własne granice i możliwości.