Co warto zobaczyć w Stone Town?

Stone Town – wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO

Trochę historii

Stown Town to miasto mieszanki kultur afrykańskiej, europejskiej, arabskiej i hinduskiej . Początkowo rządzili tu Portugalczycy, później Arabowie, a jeszcze później Brytyjczycy. Położenie wyspy przy morskich szlakach handlowych było zachęta do poszukiwaniu tu bogactw naturalnych i szansą na szybkie wzbogacenie się. 

Historia miasta sięga czasów dominacji Portugalczyków na Zanzibarze, którzy pod koniec swego panowania rozpoczęli budowę kamiennego fortu , którą następnie ukończyli Arabowie z Omanu, po przejęciu władzy pod koniec XVII wieku. Obecnie mieści się tu  starówka. 

Dookoła fortu zaczęła rozrastać się wioska rybacka, a ukształtowanie terenu w naturalny port, sprzyjało rozwojowi rybołówstwa i handlu z Arabami. W 1840 roku Stone Town zostało stolica Sułtanatu Omanu i Zanzibaru, co przyczyniło się do jeszcze szybszego rozwoju miasta, do którego zaczęli przeprowadzać się bogaci Arabowie, widząc coraz większe możliwości zarobku, szczególnie na kwitnącym handlu niewolnikami. W Stone Town zaczęto otwierać placówki dyplomatyczne innych krajów: początkowo Stanów Zjednoczonych, potem wielkiej Brytanii i Francji. Czasy sułtanatu to dla Zanzibaru złoty okres w historii, ponieważ w tym czasie powstawały liczne królewskie pałace, a także przepiękne łaźnie. 

Presja Brytyjczyków sprawiła, że warunki handlu niewolnikami w Omanie zaczęły się pogarszać i handel przeniósł się na Zanzibar, a samo Stown Town stało się stolica handlu niewolnikami. Rozwijał się też handel lokalnymi przyprawami, takimi jak np. goździki, kość słoniowa , drewno i wieloma innymi dobrami. Na Zanzibar coraz większy wpływ mieli Brytyjczycy, którzy zarówno walczyli o zniesienie handlu niewolnikami jak i interesowali się eksploracja Afryki, a Stown Town było często bazą wypadową. 

W 1890 r Zanzibar został objęty brytyjskim protektoratem, a 6 lat później za sprawą  Brytyjczyków, sułtanem został ich protegowany Hammud ibn Muhammad, co przyczyniło się do najkrótszej w historii świata wojny, która trwała 38 minut i została nawet wpisana do księgi rekordów Guinnessa- wiedzieliście o tym? 

W 1963 roku protektorat zniesiono, a na początku 1964 r wybuchła rewolucja, w której zginęło wielu przedstawicieli arabskiej i hinduskiej elity. W tym samym roku Zanzibar połączył się z Tanganiką. 

Lokalny bazar i targ rybny

My zaczęliśmy zwiedzanie Stown Town od lokalnego bazaru, na którym można kupi dosłownie wszystko: od pamiątek, poprzez przyprawy, mięso, ryby, tkaniny, buty,  torebki, drewniane i gliniane naczynia. Miejscem bardzo ciekawym jest targ rybny, na którym poczujemy specyficzny zapach mięsa, ryb, które wiszą na długich sznurach w upale przez cały dzień  a na ogromnych ladach siedzą ich sprzedawcy.

Spacer wąskimi uliczkami kamiennego miasta

Następnie udaliśmy się wąskimi uliczkami na eksplorację miasta

Papino zaprowadził nas do pięknych, ciężkich, zdobionych, drewnianych  drzwi zanzibarskich, które były niegdyś wizytówka domów. Im większe, bardziej ozdobione tym bardziej bogata rodzina tam mieszkała. Drzwi mają albo prostokątna framugę- są to drzwi typu arabskiego, albo z półkolistym zakończeniem-  typu indyjskiego. Często też skrzydła drzwi są zakończone metalowymi kolcami, co wywodzi się z indyjskiej tradycji, gdzie kolce miały chronić domy przed atakami słoni. Na Zanzibarze słoni nie ma, ale ozdoba została 🙂

Dom Freddiego Mercurego

Kolejnym miejscem, do którego się udaliśmy był dom Freddiego Mercurego, w którym obecnie znajduje się hotel, muzeum artysty i  i sklepik z pamiątkami. Freddie Mercury urodził się w 1946 r właśnie na Zanzibarze jako Farrokh Bulsara i przebywał tam tylko 8 lat swojego życia. W tym czasie rodzina Freddiego kilka razy się przeprowadzała i nikt wówczas nie zapisywał dokładnych adresów ich pobytu, dlatego stojący przy ulicy Kenyatty budynek tylko pretenduje do oficjalnego miejsca zamieszkania małego Freddiego. Jako, że muzyk był liberalnym rockmanem, narkomanem i gejem jego wizerunek nie pasuje do konserwatywnego Zanzibaru, gdzie do początku XIX wieku stosunki homoseksualne były karane śmiercią, a obecnie od 2004 roku po złagodzeniu prawa aktywnym gejom grozi dożywocie, a o dziwo lesbijką 5 lat pozbawienia wolności. Jednakże dla Zanzibaru to okazja do zarobku, dlatego też Zanzibarczycy przymykają na to oko. Turystów przyciąga hasło : dom Freddiego Mercurego i to jedna z głównych atrakcji wycieczki do Stown Town , z Freddim od  razu wycieczka staje się dużo ciekawsza:)  Co więcej, niektóre agencje turystyczne oferują wycieczki śladami Freddiego, co niczym się nie różni od zwykłego zwiedzania Stone Town tyle, że dodatkowo oferowany jest posiłek w barze Mercury’s Bar – który poza wystrojem, zdjęciami i muzyka Freddiego z muzykiem nie ma nic wspólnego. Wiemy, że kupując wycieczkę z biura podróży, z którym przylecieliśmy, również obiad w tym barze  jest częścią wycieczki- za który trzeba sobie samemu zapłacić. Osoby, które nie chcą skorzystać z tej atrakcji, sami muszą sobie czas zorganizować, co jak słyszałam nie jest najlepsza opcja, bo ile można spacerować między wąskimi uliczkami.. 

Stary Fort

Kolejnym punktem naszej wycieczki był Stary Fort zwany też Arabskim fortem, do którego prowadzą dwa wejścia: główne od strony nadbrzeża i drugie od strony kortów tenisowych. My wchodziliśmy od strony kortów, czyli od strony miasta. Fort został wybudowany w 1700 roku przez arabską dynastie z Omanu, w miejscu, w którym Portugalczycy rozpoczęli budowę umocnień. Celem budowy była obrona przed Portugalczykami właśnie oraz innymi arabskimi dynastiami. Na początku mieścił się tutaj arabski garnizon, a od XIX więzienie, w którym dokonywano egzekucji. Później po 1905 r znajdowała się tu stacja kolejowa. Na początku XX wieku fort przebudowano i otwarto tu kort tenisowy dla kobiet, który po zniesieniu brytyjskiego protektoratu przestał działać.

W 1990 r na drugim dziedzińcu powstał amfiteatr, który po dzień dzisiejszy jest sercem zanzibarskiego festiwalu filmowego, odbywają się tu też koncerty. W miejscu, gdzie kiedyś znajdowały się korty tenisowe, znajdują się sklepiki z pamiątkami.

Pomiędzy Starym Fortem a nabrzeżem znajdują się ogrody zwane Forodhani, do których my udaliśmy się wieczorem.

Dom cudów

Niestety Dom Cudów – najsłynniejszy zabytek Stown Town jest w bardzo złym stanie technicznym, w 2016 roku zawaliła się część sklepienia , a w czasie kiedy tam byliśmy był nadal w całkowitym remoncie. 

Budynek został wybudowany w 1883 r na zlecenie sułtana i miał służyć mu jako pałac ceremonialny. Dom Cudów wyróżniał się na tle innych budynków swoja okazałością, stalowymi kolumnadami, balustradami, otwartymi, bogato zdobionymi werandami, a jego popularność zyskał, dzięki faktowi, że pałac był pierwszym budynkiem w Afryce Wschodniej , w którym zainstalowano elektryczność i bieżąca wodę. Obecnie znajduje się w nim muzeum Historii i Kultury, ale po zawaleniu się sklepienia zostało ono trwale zamknięte. Mieliśmy nadzieję, że chociaż z zewnątrz będziemy mogli go zobaczyć, ale cały był pokryty wielkimi, białymi płachtami.

Targ niewolników i katedra anglikańska

Warto pamiętać, że Zanzibar to nie tylko rajskie plaże z turkusową wodą, ale również kraj, który w XVIII i XIX wieku stanowił centrum handlu niewolnikami.

Kupcy specjalizujący się w handlu  żywym towarem organizowali regularne wyprawy w głąb Afryki i wracali na Zanzibar z setkami mężczyzn w sile wieku, choć wielu nie udało się przetrwać dalekiej, upalnej wędrówki przez kontynent i umierało po drodze, a inni nie wytrzymywali warunków, w których ich przetrzymywano i umierali w ciasnych, ciemnych pomieszczeniach wypchanych ludźmi. Była to niejako selekcja naturalna, by przetrwali tylko ci najsilniejszy,  siły ich organizmu.. Ci, którzy przetrwali zostali sprzedani i udawali się w długą podróż do nowych właścicieli na Bliski Wschód, do Europy, a nawet Ameryki. 

Do dziś można oglądać mury tego strasznego budynku. Według miejskich legend, podczas budowy murów zamurowywano niewolników żywcem, aby wzmocnić konstrukcję, a ich jęki było słychać jeszcze długo po zakończeniu budowy, a niektórzy twierdzą, że zawisły one w powietrzu po dzień dzisiejszy.

Ślady niewolnictwa możemy zobaczyć obok anglikańskiej katedry, która została wybudowana w miejscu największego targu niewolnikami.

Katedrę można zwiedzać za opłatą z przewodnikiem ( wstęp kosztuje 5 dolarów) . My płaciliśmy dodatkowo za to wejście ( nie było ono wliczone w cenę wycieczki) Zapłaciliśmy za bilet wstępu, a przewodnik został nam przydzielony na początku zwiedzania. Na końcu dobrze jest zostawić napiwek, gdyż podobno nie dostaje on pensji za przewodnictwo i zarabia tylko na tym, co dostanie od ludzi w ramach podziękowania.  Nasz przewodnik bardzo się starał i naprawdę dużo ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy, dlatego nie moglibyśmy go nie wynagrodzić za jego pracę.

W 1807 roku  handel niewolnikami został oficjalnie zakazany , a  w Wielkiej Brytanii uchwalono uchwałę ustanawiająca kare dla kapitana statku, który przewoził niewolników. Jednak nie stało się to od raz,u ponieważ jeszcze przez długie lata proceder ten odbywał się nadal w podziemiach.  Nielegalny handel trwa aż do 1907 roku, czyli stosunkowo nie tak dawno.

Katedrę wybudował brytyjski  biskup Edwarda Steere, który zawzięcie walczył o zniesienie handlu niewolnikami. Przy budowie katedry pracowali uwolnieni niewolnicy, a w marmurowej posadzce znajduje się kamienne koło, które upamiętnia miejsce, w którym stał kiedyś wysoki, drewniany pręgierz, do którego przywiązywano niewolników. Po śmieci biskup został pochowany w swojej katedrze za ołtarzem.

W nawie Katedry znajdują się wąskie schody prowadzące do dwóch wąskich i bardzo niskich sal, w których przetrzymywano niewolników przez kilka dni. W nieludzkich warunkach na gołych posadzkach, w ciemności, przykuci łańcuchami do ścian, na kucąco,  gnieździli się niewolnicy. Bez wody, jedzenia i toalety w odorze gnijących ciał. W poniższej salce mieściło się około 75 kobiet i dzieci , a w mniejszej po 50 mężczyzn. Nie mieści mi się w głowie, że można było kogokolwiek tak traktować, a najbardziej przerażające jest to, że nie oszczędzano nawet dzieci. 

Tuż obok katedry znajduje się Pomnik Niewolnictwa autorstwa Clarli Sörnäs – przedstawiający czterech niewolników i nadzorcę .Łańcuchy, które się tu znajdują są oryginalne.

Ogrody Forodhani i zachód słońca.

To punkt programu, którgo nie zapewnia żadne biuro podróży, gdyż zwykle wycieczki się kończą po godzinie 16 ej. My poprosiliśmy Papino, że chcemy zostać na zachód słońca i nie było z tym żadnego problemu. Pospacerowaliśmy wzdłuż nadbrzeża promenadą, podziwiając pięknie zachodzące słońce na tle zacumowanych łódek w porcie. Wczuliśmy się w tamtejsza atmosferę,  gdzie w ogrodach zaczęli gromadzić się lokalni mieszkańcy, przychodząc na wieczorny relaks i spotkanie ze znajomymi.

Tamtejsze zapachy, muzyka, ich lokalne rozrywki takie jak np. skoki w przeróżnych przebraniach do wody, pomogły nam wczuć się w klimat zanzibarskiego miasteczka. Jeśli ktoś jest odważny i ma ochotę, to można zjeść za niewielkie pieniądze tamtejsze pyszności prosto z ulicznego grilla. My jednak nie podejmowaliśmy takiego ryzyka 🙂 choć wiem, jest mnóstwo osób, które w ten sposób je i nic im nie jest. Mimo, że zapachy pogłębiały nasz głód, nie skusiliśmy się 🙂 i wyczekaliśmy do naszej kolacji w hotelu. 

Jeśli podobał Ci się wpis, zostaw komentarz i zapraszam też do innych moich wpisó,w,oraz do oglądania relacji na moim kanale you tube oraz instagramie

Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

O blogu

Tutaj wkraczamy na szlaki świata, z plecakiem pełnym pasji do odkrywania oraz apetytem na samorozwój. Mój blog to przewodnik po różnych zakątkach globu, ale także podróż w głąb siebie. Razem eksplorujemy nie tylko odległe lądy, ale również własne granice i możliwości.