Marina, JBR i pustynne safari

Dubaj -plan zwiedzania -dzień 5

29.01.2023

Ponieważ 2 dni zabrała nam kapryśna pogoda i nie zobaczyliśmy tego, co chcieliśmy, na czele z najwyższym budynkiem świata postanawiamy przedłużyć nasz pobyt o 2 dni i zamiast wrocić we wtorek, wrócimy w czwartek:) Na szczęście była taka możliwość 🙂 Miejsca w samolocie, cena  biletów była taka sama, więć nie musieliśmy nic dopłacać, ale niestety musieliśmy dokonać opłaty za zmianę lotu ( jest też opcja kupna biletu flex i wtedy nie ponosi się tej opłaty, a dopłaca tylko ewnetualną różnicę w cenie biletu). W sumie nas to kosztowało około 800 zł.

Dziś jest niedziela i zapowiadali piękną pogodę, dlatego dzień wcześniej kupiliśmy wycieczkę w polskim biurze na słynne pustynne safari. Kierowca ma nas odebrać z hotelu dopiero ok 14:30, dlatego chcąc wykorzystać maksymalnie czas jedziemy zobaczyć Marine:) w słoneczku:) Bierzemy taksówke za ok 20 dirhamów, która podwozi nas pod samo wejście na deptak – marina walk. Tylko wysiadam z taksówki i nie mogę oderwać oczu po prostu to jest niesamowite 🙂 Przepiękne jachty zacumowane pośród ogromnych drapaczy chmur, biurowców odbijają się od Lazurowego koloru wody. Nie mogę przestać się zachwycać. Kilka fotek przy wejściowym napisie Marina i idziemy deptakiem w kierunku plaży Jumeirah Beach Residence. 

Po drodze mijamy piękne urokliwe restauracje, kawiarnie – widok jest naprawdę cudny.

Po około 800 m szukamy Dubaj galerii ,ponieważ czytałam gdzieś w Internecie, że można wyjść na samą górę skąd roztacza się piękny widok na Marinę i faktycznie tak jest – nie musimy tutaj wchodzić do żadnej restauracji czy czegokolwiek zamawiać . Na samej górze znajduje się wyjście na Taras, z którego rozpościera się przepiękny widok na Marine, gdzie można zrobić sobie też śliczne zdjęcia.

Po przejściu mostem na drugą strone wchodzimy na plaże JBR. Plaża jest ładna ze złocistym piaseczkiem i peknym kolorem wody.Z plaży mamy fajny widok na najwyższe jak na Dubaj przystało koło młyńskie – Air Dubaj, a z tyłu na drapacze chmur i apartamentowce. Przyznam że jest to niecodzienny widok – mnie osobiście podobają się bardziej kameralne plażę, ale ta ma w sobie jakiś urok. Na plaży spacerują wielbłądy, co dla dzieci jest dużą frajdą.

Kilka chwil na odpoczynek i zrobienie paru zdjęć i wracamy deptakiem z powrotem w stronę hotelu

Po drodze bierzemy taksówkę i w ciągu 10 min jesteśmy w hotelu.

Pustynne Safari

O 14:30 czeka już na nas kierowca, który zabiera nas oraz jeszcze jedną parę Polaków z dzieckiem na Pustynne Safari. Po ok. godzinie dojeżdżamy na miejsce. Ku naszemu zdziwieniu widzimy sznur samochodów czekających na wjazd na pustynię. Kierowca wcześniej wspominał coś o tym, że będzie około 1000 samochodów, ale wydawało nam się że coś się nam przesłyszało.

Oprócz sznura samochodów widzimy przejażdżki na wielbłądzie wzdłuż drogi szybkiego ruchu. Przyznam szczerze, że jesteśmy trochę zaniepokojeni. Po około 15 minutach stania w korku, wysiadamy z samochodu i mamy około 30 min czasu dla siebie, a tak naprawdę czasu na namówienie nas na zakup przejażdżki quadem czy skuterem albo zakup chusty czy innego gadżetu w sklepiku. Owa przejązdżka jest dla nas mało atrakcyjna, bo jazda na skuterach czy quadach odbywa się dosłownie parę metrów od głównej drogi, a w tym samym czasie jeżdzi mnóstwo osób. W ogóle nie ma klimatu, a nawet poczucia, że jest się na pustyni.

W sklepie można kupić chustę za jedyne 80 AED, za którą na targu zapłaciliśmy 10 dirhamów 🙂 W tym czasie kierowca spuszcza powietrze w oponach i ruszamy na naszą przejażdżkę po pustyni. Jazda wygląda tak, że jedziemy w sznureczku samochód za samochodem, dopiero po około 10 minutach kierowca (chyba wyczuł nasze nastroje) parę razy zakręca dosyć gwałtownie i lekko podnosina się nam adrenalina 🙂

Po ok 20 minutach jazdy jeepem po wydmach, zatrzymujemy sie na robienie zdjeć. Ten punkt jest jak dotąd  zdecydowanie pierwszą, naprawde fajną atrakcją dzisiejszej wyprawy:) Widok zachodzącego słońca na tle piasku naprawdę urzeka 🙂 Zdjęcia wychodzą piękne. Można też pozjeżdżać na desce (tzw. Sandboarding), a jeśli ktoś nigdy nie miał deski na nogach, zjeżdża po prostu jak na sankach. Sporo osób czekało w kolejce, dlatego po jednym zjeździe daliśmy sobie spokój i cieszyliśmy oczy pięknym widokiem. Emilka miała istny raj do jej akrobatycznych wygibasów:) na szczęście nikt nas nie popędzał i mieliśmy wystarczająco dużo czasu na zaspokojenie naszych fotograficznych potrzeb:)

Następnie udaliśmy się jeepem w kierunku wioski beduińskiej, a że jechaliśmy chwilę, to w międzyczasie slońce zdażyło calłowicie zajść i szybko zrobiło  się ciemno, a to oznaczało, że jazda na wielblądach będzie po ciemku. Przejażdżka była w świetle reflektorów i nie było to już atrakcyjne, bo nie czuć było już tego klimatu pustyni, nie widać było piasku, a zdjęcia wyszły bardzo słabe. Przynajmniej wielbładom nie było gorąco 🙂 Niemniej jednak dzieciom się podobało, było troche śmiechu przy tym, bo oczywiście w cenie wycieczki była krótka przejażdżka, a za dłuższą trzeba było dopłacić, do tego pan oprowadzający, którego poprosiliśmy, żeby zrobił nam zdjęcie, łamanym angielskim powiedział : good foto -pay money, no good foto -no money:) oczywiście wybraliśmy krótką przejażdżkę z no good foto 🙂 Dzieci poprzytulały się do słodkich wielbładów i podziękowały za przyjemność jazdy.

Po przejażdżce była kolacja w formie bufetu. Najpierw trzeba było ustawić się w kolejce (osobno kobiety, osobno mężczyzni) po przystawkę ( była bardzo smaczna), a następnie w kolejnej kolejce po danie główne i tu było kilka potraw do wyboru. Mnie osobiście smakowała bardziej przystawka. W międzyczasie można było zrobić sobie tatuaż z henny – oczywiscie w cenie był tylko 1 wzór – najmniejszy rozmiar , który można było zrobić tylko na dłoni. Za każdy większy trzeba było zapłacić od 10 AED w góre. Tatuaż trzymał się ok 4 dni. Można było też zapalić szyszę w cenie biletu, wypić herbatę lub kawę. Były też pokazy tańca brzucha, tańca z ogniem.

Ok 21 wróciliśmy do hotelu. Wycieczka była ok, choć nie warta swojej ceny 250 zł za osobę ( za naszą 4ke 1000zl 🫨). Jednak być w kraju arabskim z dziećmi i nie pojechać na pustynie czy nie zobaczyć wielblądów, to po prostu wielka strata:) tak wiem, wielblądy na pewno nie były zachwycone, ale choć nie było im gorąco i te nasze wyglądały na szczęśliwe 😉 Jednak,   jeśli ktoś był na safari w Egipcie (my byliśmy), to tym będzie rozczarowany. Nie jest to na pewno kameralna wycieczka i nikt nam chust ( jak w Egipcie) nie daje:)

Jeśli podobał Ci się wpis, zostaw komentarz. Po więcej informacji zapraszam też na mój instagram : podrozezanette oraz kanał you tube

Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

O blogu

Tutaj wkraczamy na szlaki świata, z plecakiem pełnym pasji do odkrywania oraz apetytem na samorozwój. Mój blog to przewodnik po różnych zakątkach globu, ale także podróż w głąb siebie. Razem eksplorujemy nie tylko odległe lądy, ale również własne granice i możliwości.