Następnego poranka zabieramy spakowane walizki i żegnamy się z Chillax Resort. Ruszamy na wycieczkę zakupioną dwa dni wcześniej w jednej z wielu lokalnych agencji turystycznych. Ogólnie chciałem znaleźć wycieczkę z następującym planem : targ na torach + targ wodny + most na Kwai + transfer do naszego hotelu na Kwai położonego 40-50 km od centrum Kanchanaburi a następnego dnia wycieczka do wodospadów  Erawan i transport do hotelu w Bangkoku przy lotnisku Don Muang.

Chodziliśmy od agencji do agencji i wszędzie kręcili głowami, że się tak nie da – możliwe są tylko wycieczki, które mają w ofercie.  Cierpliwość kiedyś się kończy także żeby nie marnować dnia na dalsze łażenie po biurach z wycieczkami kupujemy po prostu wycieczkę na targ wodny Damnoen Saduak  z wizytą na moście na rzece Kwai, lunchem oraz transferem do naszego hotelu (900 thb za 2 osoby). Dzień później znajduję w pokoju wiadomość z prośbą o telefon do agencji – okazuje się, że nasz hotel jest za daleko i nas nie zawiozą… no trudno poradzimy sobie sami z transportem już na miejscu w Kanchanaburi.

 

Busik się spóźnia i to prawie godzinę… hmm w Egiptowie jestem czy co ? 😉 Niestety łapie mnie lekki wk…rw ponieważ pora odbioru zbiegła się z początkiem śniadań a wiecie – głodny facet to… wiadomo 😀 No dobra, nie narzekamy – są wakacje 🙂 nareszcie pan Taj przyjechał, ładujemy się do busika i pędzimy zobaczyć wodny targ Damnoen Saduak położony ok. 100 km od Bangkoku.

Towary sprzedawane są przede wszystkim z łodzi oraz stoisk rozlokowanych wzdłuż brzegów kanału. Sprzedawcy zachęcają do zakupu owoców, pamiątek, tajskiego jedzenia przyrządzanego na miejscu oraz rękodzieła. Jest barwnie i mimo dużej ilości turystów to miejsce posiada duszę, sami zobaczcie:


Po rejsie łódką prowadzonej przez panią Tajkę przesiadamy się do łodzi motorowej i płyniemy zobaczyć okolicę targu – m.in. widzimy domy w których mieszkają sprzedawcy, życie toczy się leniwie. 🙂

Po rejsie czas na lunch z którego pamiętam tylko jedno – pierwsze kulturowe zetknięcie z mlaskaniem gościa z Chin. 😀 Czytałem o tym wcześniej, mam okazję doświadczyć na żywo – skojarzenie mam tylko jedno: kilka lat wcześniej mieszkałem w UK i pracowałem między innymi z kolegą z Portugalii, który również głośno (mimo wszystko znacznie ciszej od gościa z Chin)  pokazywał jak bardzo jedzenie mu smakuje. 😀 (chyba chciałbym żeby takie było wytłumaczenie mlaskania).

Po lunchu ruszamy do Kanchanaburi zobaczyć most na rzece Kwai – obecny metalowy most zastąpił drewniany, postawiony przez jeńców w trakcie budowy Kolei Śmierci (Kolei Birmańskiej), szacuje się, że przy budowie linii kolejowej o długości 415 km z powodu wycieńczenia i nieludzkich warunków śmierć poniosło ponad 100 tysięcy ludzi… Mimo tej historii sam most na mnie nie zrobił wrażenia, ot zwyczajny metalowy most w otoczeniu pięknej przyrody.

Jeszcze przed mostem dogadujemy się z naszym kierowcom busa, że chętnie nas zawiezie do naszego hotelu, negocjujemy cenę 250 thb – wspominałem, że sobie poradzimy ? 😉 Tajlandia jest chyba najprostszym do podróżowania krajem w jakim byłem.
Kolejnym etapem wycieczki jest „świątynia tygrysa” – takich pseudo atrakcji nie ma na mojej liście, niestety strasznie smutne jest to, że ilość chętnych na fotkę z naćpanym tygrysem nie maleje  a ten proceder się szerzy..  🙁  Wszyscy wysiadają i pędzą pogłaskać naćpane kociaki tylko my zostajemy w busie.  Po chwili wraca nasz pan Taj i jedziemy te ok 40-50 km do naszego hoteliku Boutique Raft Resort, który bardzo gorąco polecam. Nocleg koniecznie w pokojach na rzece – genialny klimat. Inne noclegi w Kanchanaburi znajdziecie TUTAJ. (Jeśli zarezerwujecie nocleg z moich linków to booking podzieli się ze mną swoją prowizją, dziękuję ! :-*)

Miejsce jest genialne,  szumiąca rzeka, piękna roślinność. Idziemy się przejść po terenie i znajdujemy basen w rzece 😀 a potem ruszamy w stronę sklepu, który mijaliśmy w drodze do hotelu.

Dochodzimy do sklepu, pytamy o knajpkę w okolicy a pani Tajka mówi, że może nam ugotować jedzonko i wyciąga menu  haha to jest właśnie piękne w Tajlandii, że często w jednym miejscu zrobisz zakupy, zamówisz wycieczkę, ogarniesz  transport i jeszcze Cię nakarmią 😀  Okazuje się, że na tyłach sklepu znajdują się na powietrzu 2 stoliki.

Zamawiamy ryby, ryż i warzywa no i tutaj z panią Tajką się nie zrozumieliśmy 😀 tłumaczy nam, że ryb nie podaje tak jak na zdjęciu tylko kroi w kawałki (i pokazuje na zdjęcie pokrojonego filetu z kurczaka w kawałeczki w jakimś sosie). Myślę sobie – zajebiście – nie cierpię ości więc filecik w kawałeczkach dla francuskiego pieska będzie idealny 😀 A na stół wjeżdża taka rybka w kawałkach:

Rewelka, no nie ? 😀 okazało się, że cała ryba zostaje pokrojona w kawałki także mamy zabawę w mięso-ość 😛 ta pierwsza była w jakimś ostrym sosie a druga (co wygląda jak śmietnik) to ryba w czosnku proszę Państwa 😉

Mimo tego „zachwycającego” wyglądy były smaczne. Robimy małe zakupy (czyt. zapas piwa) i resztę wieczoru spędzamy spacerując po okolicy i odpoczywając w hotelu (korzystając z wifi nadrabiamy internetowe zaległości).

Następnego dnia kolejne wrażenia – między innymi sprawdzimy jak wyglądają rosyjskie rusałki pod wodospadami parku Erawan 😀
Jeśli post się podobał koniecznie kliknij „lubię to!” na fejsbookowym  fanpage bloga na oraz obserwuj mnie na  instagramie  -klik po prawej stronie ———>>>>

 

 

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

Tak jak i Ty nie lubię spamu więc możesz być spokojny ;)

Dziękuję za Zapis :)

Pin It on Pinterest