Minęła połowa emocjonującego dnia spędzonego w Ayutthaya a my dopiero się rozkręcamy. Szybki prysznic, chwila odpoczynku i pędzimy do jednego ze Sky Barów – Champagne CRU Bar należy do znajdującego się pod nim hotelu Centara Grand a położony jest się na 59 piętrze centrum handlowego Central World. Sky Bar czynny jest od godziny 17:00 do 1:00 w nocy, dodatkowo od 17 do 19 obowiązuje promocja „happy hours” obejmująca 2 drinki w cenie 1 oraz 2 przekąski w cenie 1. Jeśli planujecie wizytę w Sky Barze to skorzystajcie z tej promocji ponieważ ceny są znacznie wyższe niż w lokalach położonych „na ziemi” 😉 Koniecznie bądźcie tam chwilę przed nastaniem nocy, żeby zobaczyć jak Bangkok mieni się kolorami w ostatnich promieniach zachodzącego słońca.

Widok jest obłędny i warty każdego wydanego tam bahta, w oddali dumnie pręży się Baiyoke Sky Hotel w którym miałem przyjemność nocować podczas pierwszej wyprawy do Krainy Uśmiechu (POST)

Jeśli chodzi o ceny – za 2 małe piwa i 2 snacki: porcję frytek i zestaw 3 mini burgerów płacimy ok 800 THB (ok 88zł ) – bez promocji Happy Hours cena byłaby podwójna ale tak jak wspomniałem – naprawdę warto się tam wybrać.

Wieczór dopiero się zaczął także ruszamy poszwendać się po mieście a potem na imprezę – Saturday Night Fever ? 😀 Leje się Long Island Iced Tea, tłum ludzi na parkiecie, świetna muzyka a reszta ? Reszta niech zostanie w Bangkoku 😉

Następny dzień (jak to po imprezie) spędzamy na nic-nie-robieniu. Odespałem nareszcie ostatnie krótkie nocki, Riechard w przeciwieństwie do mnie ma kaca 😀 Na śniadanie (a raczej obiad) jedziemy do Pier 21 Food Court, znajdującego się na 5 piętrze centrum handlowego Terminal 21. Jedzenie tutaj jest bardzo tanie i smaczne jak z ulicznych garkuchni. Stoisk jest tyle, że nie wiadomo na co się zdecydować za pierwszym razem.

Wybieram ostrą zupę z kulkami rybnymi, kaczuchę z ryżem i marynowanym imbirem, młodego kokosa i smoothie z świeżego ananasa – całość kosztuje ok. 13 zł 😉

 

Wieczorem Riechard idzie na kilka godzin do pracy a ja spaceruję po mieście, które nigdy nie zasypia. Obserwuję ludzi, staram wtopić się w lokalny koloryt – po kilku dniach opaliłem się i mam większy zarost na twarzy, także tuk-tukowcy nie zaczepiają mnie tak często jak po przylocie a w którejś z lokalnych knajpek słyszę pytanie – czy tu mieszkam na stałe. Hmm.. może to jakiś pomysł.. 😀 ale jednak wolałbym na wyspie jak już..

W drodze do Victory Monument trafiam do knajpki na zupę jakiej jeszcze tu nie próbowałem – jest koloru czarniny i na pewno zawiera wątróbkę. Do kogo należała ta wątroba pojęcia nie mam ale jest pyszna i delikatna. 😉 W innej knajpce zajadam chrupiącego kurczaka z ryżem, na stole stoją różne rodzaje chilli i innych przypraw, które uwielbiam w Tajlandii. W tych knajpkach jestem jedyną białą twarzą tym bardziej cieszą mnie szczere uśmiechy pań przyrządzających jedzenie a na koniec usłyszane „See You tomorrow?” z nieśmiałym znakiem zapytania. 🙂

Docieram do Victory Monument – pomnika wojskowego wzniesionego w 1941 roku, aby upamiętnić zwycięstwo Tajlandii w czasie wojny francusko-tajskiej. Blisko niego znajdują się przystanki wielu autobusów oraz mnóstwo knajpek z lokalnym jedzeniem.  Po długim spacerze wracam popracować trochę nad blogiem.

mrożona kawa i kierunek ambasada Birmy 🙂

Następnego dnia ruszam do ambasady Birmy złożyć wniosek o wizę z odbiorem dnia następnego. Do ambasady najłatwiej dostać się kolejką BTS (skytrain), wysiądźcie na stacji Surasak i kierujcie się do wyjścia nr. 3, dalsza droga jest prosta ale żeby nie krążyć pomocna będzie aplikacja maps.me lub google maps. Nie wyobrażam sobie wyjazdu w nieznane bez map w telefonie także gorąco polecam obie appki. Ambasada znajduje się na dużym terenie i obejmuje sporo budynków, wejście którego szukam i adres prezentuje się tak:

Oczywiście ja i kilka innych osób czekamy przed innym wejściem ale zostajemy pokierowani przez sympatyczną Panią z Birmy/Tajlandii (niepotrzebne skreślić 😉 ). W środku otrzymuję numerek oraz formularz do wypełnienia, dołączam 2 zdjęcia paszportowe i 1 kserokopię paszportu i czekam na otwarcie okienek. Jest system elektronicznych wyświetlaczy (jak na poczcie) ale nie działają także Ci bardziej zapobiegliwi „zajmują” sobie kolejkę kładąc np. swoje okulary na podłodze, następna osoba kładzie gazetę… za eksponatami ustawia się kolejka więc pędzę do drugiego okienka, gdzie również czeka już kilka osób. Nasuwa się pytanie – po cholerę nam te numerki skoro jest i tak samowolka. Odpowiedź pojawia się po 30 minutach gdy nadciąga pan z recepcji i sprawdzając petentom numerki, ustawia ich w odpowiedniej kolejności 😉  Nadchodzi moja kolej, formalności trwają bardzo krótko, wiza z odbiorem na jutro i słyszę 2150 THB (238 zł) – wtf ? No niestety już nie 1600, cena poszła w górę. Niestety jestem tak zaskoczony, że nie rejestruję ceny wizy wyrabianej w normalnym 3-dniowym trybie, wybaczcie.

Wszystko załatwione, jutro w godzinach 15:30-16:30 muszę przyjechać po odbiór wizy a tymczasem wracam na stację BTS i jadę do parku Lumphini poszukać waranów. Miejsce to zwane jest potocznie bangkockim Central Parkiem, znajduje się w centrum zatłoczonego miasta na dużym zielonym, zadbanym terenie. Wypożyczyć można rowery wodne żeby popływać po pięknym sztucznym jeziorze lub skorzystać można z siłowni na świeżym powietrzu – bo właśnie takie jest powietrze w parku. Nawet słońce wychodzi zza chmur co jest rzadkością w Bangkoku z powodu smogu wiszącego nad miastem.

W parku sporo osób jeździ na rowerach, biega, Chińczycy ćwiczą Tai-Chi –  jeśli szukacie miejsca żeby chwilę odpocząć od zatłoczonego Bangkoku to strzał w dziesiątkę. Pamiętajcie o zakazie palenia w całym parku – grozi za to mandat.

Żyją tutaj piękne smoki czyli warany, które bardzo chciałem spotkać zanim dopłynę na Komodo w Indonezji. To mój szczęśliwy dzień ponieważ spotykam aż 4 jaszczury w tym jednego w trakcie pałaszowania ryby. 😀

Jako, że na śniadanie wypiłem tylko mrożoną kawę to żołądek domaga się posiłku. Dla odmiany nie sky train-em tylko metrem pędzę do Chinatown zjeść coś pysznego oraz odwiedzić Wat Trimit – Świątynię z największym na świecie złotym Buddą – ale o tym w kolejnym poście 🙂

 

Podobało się ? Zostaw komentarz, kliknij „lubię to!” na fejsbookowym fanpage bloga a jeśli ogarniasz Instagrama to wpadaj – codziennie relacja „live” w Insta Story – klik po prawej stronie ———>>>>

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

Tak jak i Ty nie lubię spamu więc możesz być spokojny ;)

Dziękuję za Zapis :)

Pin It on Pinterest