Dzień wita nas lekkim deszczem, jak się wkrótce okaże – cały taki będzie: szary, ponury z lekką mżawką. Wycieczkę kupiłem 2 dni wcześniej na plaży, cena stargowana z 1700 na 1300 thb za osobę. W naszym samochodzie jadą jeszcze: małżeństwo z Kolumbii, sympatyczny starszy pan ze Szwajcarii oraz para z Turcji także fajna mieszanka kultur. Po zebraniu wszystkich uczestników jedziemy do pierwszej „atrakcji” naszej wycieczki, która psuje mi nastrój na część dnia.

Trekking na słoniach plus beznadziejne „show” ze słoniami i małpami w rolach głównych… Tak – przyznaję, że przejażdżka na słoniu była naszym celem. Tak – dziś nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Człowiek się zmienia, dojrzewa i inaczej odbiera wiele rzeczy na które dawniej  patrzył z innej perspektywy. Dziś nie dołożyłbym złamanego grosza do tego rodzaju. Co do show – małpy na łańcuchach zrzucające kokosy to naprawdę nic zabawnego, tak samo słoniątka idące jeden za drugim i trzymając trąbą ogony… Niestety „show” nie dało się ominąć jak również nie dało się znaleźć wycieczki która zawierała pozostałe atrakcje ale bez tej jednej, której na pewno nigdy nie zapomnę.

To rodzaj atrakcji które bolą, przed pokazem widziałem jak Taj bił małpę.. w trakcie pokazu wykręcał słoniowi ucho… Nigdy więcej powtórki. Takie przeżycie uczy bardzo dużo jeśli tylko empatia nie jest Tobie obca.

Następny punkt wycieczki to Wielki Budda, 12-metrowego złotego Buddę widać już z kilku kilometrów. Zbudowany został w 1972 roku i znajduje się w świątyni Wat Phra Yai. Buddyści przychodzą do świątyni, aby okazać szacunek Buddzie i prosić o dobre zdrowie, szczęście i bogactwo, dokonując ofiary z owoców, kwiatów, i jedzenia. Przed schodami jest sporo stoisk z pamiątkami, napojami i przekąskami.

Ku mojemu niezadowoleniu wracamy do słoni na lunch. Jest okazja żeby nakarmić słoniątka bananami – oczywiście to też element biznesu ponieważ cena bananów jest  „turystyczna”  😉

Te słoniątka to świetne słodziaszki, szkoda że czeka je takie życie… Jedziemy dalej – Grandmother and Grandfather Rocks czyli Skały Dziadka i Babci to kolejny przystanek. Przypominają one męskie i damskie narządy a legenda głosi, że dawno temu na sąsiadującej wyspie żyła para małżonków, którzy mieli syna. Gdy dorósł, małżonkowie w podeszłym już wieku  wybrali się na wyspę Koh Samui do rodziców przyszłej synowej, jednak nie dotarli na wyspę –  zginęli na morzu podczas sztormu. Zamienili się w dwie skały i są symbolem szczerych chęci ich syna do poślubienia wybranej dziewczyny. Tak głosi jedna z legend, są też inne wersje. 😉

„dziadek” w oddali

 

ram pam pam 😉

Wracamy do samochodu i jedziemy zobaczyć mumię mnicha -Loung Pordaeng urodził się pod koniec 1894 roku,  jest najbardziej znanym z mnichów na Ko Samui. Był szanowanym członkiem lokalnej społeczności. W 1973 roku zmarł siedząc spokojnie i medytując, co wcześniej przepowiedział.

Kolejną „atrakcję” omijamy szerokim łukiem czyli foteczki i przytulaski z naćpanymi tygrysami… No f…ing way! W przyszłości rozwinę się jeszcze w temacie podejścia do żywych istot.

Odwiedzamy wodospad który wypada mega blado przy wodospadach z Erawan 😀

Kolejnym punktem wycieczki jest Magic Garden czyli Sekretny Ogród Buddy. Założony został przez farmera Nim Thongsuka w 1976 roku. Ogród  jest niesamowicie spokojnym i klimatycznym  miejscem, z wodospadem i przepływającym przez niego strumieniem. Piękne figury przedstawiają bóstwa, ludzi i zwierzęta oraz założyciela odpoczywającego na kamieniu.

Piękne miejsce do którego z chęcią wróciłbym w przyszłości. Po Magicznym Ogrodzie jedziemy na punkt widokowy, jesteśmy wysoko więc jest mgliście  – super widok którego fotki zupełnie nie oddają. 🙂

Jako, że wycieczka to „safari” więc trochę pędzimy po drogach z licznymi zakrętami, pan ze Szwajcarii stwierdza, że trzęsie bardziej niż na safari w Afryce. 😀

Wracamy do hotelu, odwiedziliśmy wiele miejsc ale ogólnie wycieczkę oceniam słabo – duży wpływ miało na to wątpliwe „show”. Najbardziej podobał mi się Magic Garden i punkt widokowy – te miejsca możecie odwiedzić wypożyczając skuter i omijając słonie i małpy. W hotelu czeka niespodzianka – mamy 19 września także zmieniła mi się cyferka z przodu 😉 na 3.  Jesteśmy głodni więc pałaszujemy torcik i pędzimy „na miasto” zjeść kolację.

Następnego dnia wracamy do Bangkoku.  Jak wygląda to wspaniałe miasto z tarasu obrotowego na 84 piętrze ? O tym w kolejnym poście. 🙂

 

 

Jeśli post się podobał koniecznie kliknij „lubię to!” na fejsbookowym fanpage bloga na oraz obserwuj mnie na instagramie – klik po prawej stronie ———>>>>

 

 

 

 

 

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

Tak jak i Ty nie lubię spamu więc możesz być spokojny ;)

Dziękuję za Zapis :)

Pin It on Pinterest