Jak już wiecie Mandalay to pierwsze miejsce które odwiedziłem podczas 3-tygodniowej podróży po Birmie. Odprawa po wylądowaniu przebiega w ekspresowym tempie, jeszcze tylko odbiór plecaka i ruszam załatwić 3 najważniejsze rzeczy po przylocie:

Wymienić kasę

W Birmie walutą jest kyat (MMK) a kurs wymiany banknotu o nominale 100 $ we wrześniu 2017 w kantorze na lotnisku wyglądał tak:

1 $ = 1347 MMK
i był to najwyższy kurs z jakim się spotkałem ale uwaga – w innych miejsc kurs był tylko delikatnie niższy (1340, 1335). W odniesieniu do polskich złotych:
1 PLN = 375 MMK

 

 

Kurs wymiany banknotów o nominałach takich jak 20 $, 10 $, 5 $ jest niższy tak samo jak ma to miejsce w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej.
Nie powinniście mieć najmniejszego problemu ze znalezieniem kantorów w odwiedzanych miejscowościach – oczywiście inaczej ma się sprawa w wioskach i terenach mniej zaludnionych. Minęły już czasy wymiany waluty u cinkciarzy, którzy notorycznie oszukiwali turystów na przykład podmieniając pliki banknotów przy „pomocnym” spięciu ich gumką recepturką. 😉 No właśnie – już za banknot 100 $ dostaniecie ok 30 banknotów w nominałach: 5 000 MMK, 1 000 MMK i niższych. Najwyższy nominał wynosi 10 000 MMK ale zdecydowanie rzadziej spotykałem takie banknoty. Od kilku lat dostępne są w Birmie bankomaty także jest możliwość wypłaty gotówki – mając zapas $$$ z tej formy nie korzystałem.

 

 

Na przestrzeni lat mnóstwo mitów narosło wokół kwestii banknotów wymienianych w Birmie. Przeszukując internet znajdziecie informacje, że najlepiej gdybyście mieli świeżo wydrukowane dolary. 😉 Prawda jest taka iż banknoty muszą być z „dużymi głowami”, nie mogą mieć śladów użytkowania w postaci przetarć lub dopisków długopisem i ołówkiem oraz niechętnie widziane są mocne zagięcia. Kuriozalne jest to, że za prawie idealne banknoty dolarowe otrzymacie plik pozaginanych, brudnych i często śmierdzących kyatów. 🙂

 

Uwaga: w hotelach zazwyczaj płaci się w dolarach za pobyt także mniejsze nominały zostawcie na tę okoliczność.

 

 

Kupić kartę sim z internetem

Czasy w których karty sim kosztowały kilka tysięcy (sic!) dolarów na szczęście już minęły – jeszcze kilka lat temu telefony komórkowe były dostępne w Birmie „dla wybranych” (czytaj: junty wojskowej i współpracowników). Obecnie sama karta sim kosztuje 1500 kyatów czyli ok. 4 złote.

Przy stanowisku sieci Telenor (link) gdzie po konsultacji z obsługą wybrałem kartę sim z najwyższym pakietem internetu 9 GB w cenie 14 000 MMK (37 zł) – w tym darmowy Facebook. To najdroższa opcja i jeśli nie będziecie robić hotspot-u z telefonu (żeby łączyć się z siecią na laptopie) oraz nie potrzebujecie zgrywać zdjęć na serwer, zupełnie nie potrzebujecie 9 GB także spokojnie wybierzcie mniejszy pakiet internetu.
Dlaczego robiłem hotspot z telefonu? Przed wyjazdem naczytałem się o jakości internetu (wifi) w Birmie i na miejscu wszystko się sprawdziło. Internet w hotelach jest wolny (aczkolwiek kilka razy byłem mega pozytywnie zaskoczony) dlatego gdy potrzebowałem „popracować” na laptopie (wiecie – poczytać pudelka itp :-P)  to przełączałem się na sieć w telefonie.

 

 Znaleźć transport do centrum

Zupełnie tym się nie przejmujcie – transport sam Was znajdzie. Sympatyczni Birmańczycy pokierują Was do stanowiska gdzie kupicie bilet na autobus w cenie 4 000 MMK (ok. 10,50 zł). W tej cenie macie podwózkę do hotelu.
Podróż trwa około godziny a po drodze dech zapierają pierwsze obrazy Birmy. Z każdym kilometrem widać jakbyśmy cofali się w czasie, szczególnie moją uwagę zwracają stada kóz i garbate białe krowy spacerujące poboczem drogi. Fotek oczywiście brak – dawno temu nauczyłem się, że zdjęcia robione z pędzącego pojazdu nadają się tylko do skasowania.

 

Pierwszy spacer

W Mandalay spędzę 3 noce – pierwsze dwie w A.D.1Hotel. Pokój z wentylatorem kosztował 10 $ za noc, w cenie śniadanie. Za kilka miesięcy w Malezji czy Singapurze będę tęsknił za tak niską ceną noclegu. Ten hotel ma bardziej hostelowy standard dla mało wymagających gości ale jest czysto i śniadanie jest smaczne.  Inne noclegi w Mandalay znajdziecie tutaj.

Po zameldowaniu się w hotelu i posiłku w knajpce położonej obok, ruszam rozejrzeć się po okolicy. Obok znajduje się pierwsza pagoda, do której zaglądam: Mahalawkaranthe Eindawyar Pagod. Nie znajdziecie jej w sieci, ot jedna z tysięcy pagód w Birmie. 🙂

Dochodzę do najdłuższej rzeki w Birmie – Irawadi, gdzie przy brzegu toczy się zwyczajne życie. Zdjęć z tego spaceru jest mało ponieważ zachłysnąłem się kompletnie atmosferą. Pierwszy raz widzę szczere, brunatne od betelu uśmiechy. Dzieciaki wesoło machają i krzyczą „Mingalabar!!” (Cześć 🙂 ) i radośnie pokazują swojego kompana, pływającego w rzece w czymś przypominającym starą lodówkę. Jestem jedynym przybyszem z zachodu w okolicy także wzbudzam zainteresowanie, którego zupełnie się nie spodziewałem.

Rzucam okiem na mapę w telefonie, hmm chyba zgubiłem się trochę. 🙂 Co bardzo polecam – fajnie zgubić się w nowych miejscach. Zawsze za rogiem możecie trafić na coś, co wprawi Was w zachwyt. Wracam ulicami przy których rozłożyły się stragany. Królują dorodne warzywa i owoce ale znajdziecie też suszone ryby, ryż, przyprawy oraz jajka.

Wieczorem spotykam się ze znajomym poznanym na Couchsurfingu. Długo rozmawiamy o życiu i pracy w Birmie a także w Europie. Zaskakująca jest ilość pracowników w knajpkach – zdarza się, że nawet 10 osób pracuje w jednym lokalu. Średnia płaca w takich miejscach to ok. 100 $/miesiąc. Wai opowiada, że życie Birmie jest bardzo tanie także jeśli ktoś mieszka z rodziną i odpadają mu koszty wynajmu mieszkania, to taka wypłata wystarczy na skromne życie. Kolosalna różnica w zarobkach między Birmą a jakimkolwiek państwem w Europie.

Pierwsze zetknięcie z życiem w Birmie totalnie szokuje.  Żadna relacja z podróży nie przygotuje Was na taką mieszankę wielkiej biedy i wspaniałej serdeczności. To trzeba zobaczyć na własne oczy, poczuć klimat. Jeśli zaczniecie zwiedzać Myanmar od Rangunu będzie łatwiej i przyjemniej. Tam raczej nikt nie będzie się na Was „gapił”,  😉 nie podejdzie zapytać o wspólne „selfie, mister?” i nie zobaczycie tylu bezinteresownych, szerokich uśmiechów. Mandalay był dla mnie strzałem w dziesiątkę. To rzucenie się na głęboką wodę i doświadczanie, (jak to pisał o Birmie profesor Bogdan Góralczyk) kraju ekstremalnego od środka.

 

 

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

Tak jak i Ty nie lubię spamu więc możesz być spokojny ;)

Dziękuję za Zapis :)

Pin It on Pinterest