Dziś odwiedzamy 3 małe wyspy połączone plażą z białym piaskiem (która w trakcie przypływu prawie całkowicie znika pod wodą )  czyli Koh Nang Yuan. Do „miasta” jedziemy busikiem o 8:30 i już przed 9:00 łapiemy łódkę na Koh Nang Yuan, targować się nie trzeba – ceny są na tablicy, 600 thb za 2 osoby w dwie strony, Pan Taj chce kasę z góry na co się nie zgadzam – połowa teraz połowa później. Płyniemy 🙂

longboat 🙂

 

płyniemy

Jest wcześnie wiec jeszcze chmurzasto, słońce za bardzo nie chce się przebić przez chmury, na szczęście nie pada deszcz. Jeśli chcecie wejść na punkt widokowy na wyspie bez tłumu turystów to warto wybrać się rano  ponieważ jeszcze przed południem przypływają łodzie zapakowane ludkami – w naszym wypadku było to całe stadko turystów z Japonii i Chin uzbrojonych w  kapoki, kamery, telefony i ipady 😀 Z drugiej strony jeśli chcecie żeby lazur uderzał po oczach – płyńcie później gdyż rano nie ma tego efektu.

Płacimy opłatę za wstęp na wyspę 100 thb za osobę i idziemy spacerować.

O tej porze jest może jeszcze z 5 osób na wyspie 😀 to wkrótce się zmieni, idziemy na punkt widokowy.

zaczynają przypływać 😉

Ah te cudowne schody i ani grama wiatru 😀

szczyt zdobyty 🙂

 

jest pusto i pięknie

Oczywiście fotki nie oddają tego jak tam jest pięknie. Robimy jakiś milion zdjęć i wracamy na plażę – kierunek leżaki (2 szt – 150 thb) i wjeżdża Singha, tutaj trochę się sfrajerowaliśmy bo wzięliśmy z sobą chyba z 3 piwka a potem w wodopoju ( barze) mała Singha – 105 thb.. no ale co zrobić – są wakacje 😀

nikt nie ostrzegał, że można tam spotkać orki 😀

 

Jakoś nie zrobiłem fotek miliona skośnookich ludków pływających w pomarańczowych kamizelkach w wodzie do pasa 😀 Fuj fuj brzydko tak się nabijać z innych ale to naprawdę trzeba zobaczyć żeby zrozumieć absurd sytuacji. Około godziny 14 szukamy naszej łódki i wracamy na Koh Tao. Najlepsza miejscówka na łódce wygląda tak:

Pędzimy na zupki i do hotelu. Reszta dnia upływa na lenistwie w basenie i beach barze (%% happy hours %%). Wieczorem barbecue w hotelowej restauracji. Jest cudownie, wakacyjnie, sielankowo… do następnego ranka. 😉

A następnego ranka nie mogę się ruszyć (prawie). Klimatyzacja „zniszczyła” mi plecy – zapalenie korzonków, blokada w dolnej części kręgosłupa.. ale ale – jestem przygotowany 😉 wziąłem z sobą leki ponieważ co jakiś czas trafia mnie to choróbsko. Na śniadanie idę jak starzec – nie mogę się całkowicie wyprostować – tylko laski brakuje 😀

Ten dzień upływa na odpoczynku, niestety przez moje choróbsko nie odwiedzamy innych plaż na wyspie. Kolejnego dnia jest już trochę lepiej, płyniemy na ostatnią wyspę w tej podróży – Koh Samui.

 

Jeśli post się podobał koniecznie kliknij „lubię to!” na fejsbookowym fanpage bloga na oraz obserwuj mnie na instagramie – klik po prawej stronie ———>>>>

 

 

 

 

 

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

CHCESZ BYĆ INFORMOWANY NA BIEŻĄCO O NOWYCH WPISACH ?

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA ;)

Tak jak i Ty nie lubię spamu więc możesz być spokojny ;)

Dziękuję za Zapis :)

Pin It on Pinterest